Na skróty

Information

Strona Główna » Artykuły » Wokół arteterapii » Po co komu smutne baśnie – o problemach dziecięcej tanatologii

Po co komu smutne baśnie – o problemach dziecięcej tanatologii

Dorota Wojciechowska-Żuk

W literaturze dla dzieci i młodzieży, właściwie od samego początku jej istnienia, zawsze istniały tematy objęte silnym kulturowym i obyczajowym tabu. Trudno się temu dziwić, skoro współcześnie literatura ta była -i jest nadal- podporządkowana nadrzędnym wobec niej ideałom pedagogicznym. Wydawać by się mogło, że czasy współczesne sprzyjają liberalizacji zarówno poglądów, jak i ideałów pedagogiczno-wychowawczych, w myśl których dziecko jest podmiotem, nie zaś przedmiotem działań pedagogicznych. A jednak, oprócz tradycyjnego już kamuflowania i cenzurowania wątków oraz tematów związanych z odkrywaniem własnej seksualności, konfliktami okresu dorastania i -szeroko pojętą- inicjacją w dorosłe życie, we współczesnych utworach dla ludzi niedorosłych indeks „tematów zakazanych” poszerzył się o problematykę związaną z przedstawianiem śmierci, bólu, choroby i cierpienia. Tematy te, mimo oporów, sporadycznie pojawiają się w różnych ujęciach i kontekstach w literaturze adresowanej do czytelnika niedorosłego, jednakże są zwykle podporządkowane nadrzędnej zasadzie kompozycyjnej, w myśl której opowiedziana historia musi się zakończyć dobrze i przyjemnie.
Wydaje się to o tyle dziwne, gdyż -jak słusznie zauważa prof. J. Ługowska w swoich pracach dotyczących literatury ludowej – w kulturze społeczności lokalnych zawsze były obecne opowiadania moralistyczne, które służyły głównie utrwalaniu właściwych norm współżycia wśród ludzi. Opowiadania tego typu opisywały podstawowy wymiar ludzkiej egzystencji i często powoływały się na „transcendentne pochodzenie norm regulujących życie ludzkie”, co zapewne sprawiało, że dla ówczesnych odbiorców tychże opowieści, ich wewnętrzna logika pozostawała spójna i zrozumiała. Konsekwencją takiego „naturalistyczno-egzystencjalnego” ujęcia były -obecne w folklorze narracyjnym w sposób naturalny- historie, których głównym motywem był kontakt człowieka ze śmiercią. Prof. Ługowska wskazuje na różne sposoby realizacji tego niezwykle popularnego w ludowych opowieściach motywu : w wersji moralistyczno-filozoficznej (podstawę tych opowieści tworzy najpopularniejszy wątek zatytułowany przez J. Krzyżanowskiego Kuma-Śmierć), lub baśniowo-kompensacyjnej (wpływ bajki magicznej; np. Kowal i diabli, Śmierć w dziupli, O żołnierzu gajowym w piekle).
Jeśli za siłę napędową tych moralistycznych opowieści (mimo ich różnych realizacji tekstowych) uznać afirmowanie przez nie pewnych uniwersalnych wartości, takich jak prawda, dobro, mądrość, sprawiedliwość i miłość, to obecność w nich śmierci i umierania, jako nieodzownej części ludzkiej egzystencji, zawdzięczamy przywiązaniu twórców ludowych do jednego z tych kluczowych pojęć: sprawiedliwości. Toteż w świecie ludowych opowiadań za grzechy trzeba odpokutować, zaś słowa raz danego – dotrzymywać. Łagodność dzisiejszej baśni literackiej dla dzieci, zawdzięczamy więc zupełnie innej tradycji, na mocy której ukształtował się niejako kanoniczny model utworu dla czytelnika niedorosłego, w którym marzenia się spełniają, a nadzieja na lepszą przyszłość prowadzi ku dobru wszelkiemu… Stało się tak, gdyż -jak pisze prof. Ługowska w przywoływanej już tu pracy- „tworzywo ludowe w pisarstwie dla najmłodszych eksploatowane było zazwyczaj w sposób bardzo jednostronny”. A przecież ludowa wizja świata zakładała, że jest to świat może ułomny, ale kompletny, całościowy: obecne jest w nim zarówno dobro, jak i zło, jasne i ciemne strony życia człowieka.
Tej kompletnej, całościowej wizji świata młodemu czytelnikowi przez lata odmawiało się, uznając widocznie, że ułomna dobroć i fałszywy optymizm utworów dla niego specjalnie stworzonych uchronią go i uodpornią na całe zło tego świata.
„Smutne baśnie”, w których obecna jest śmierć, cierpienie, smutek i samotność zaczęły pojawiać się począwszy od XIX wieku za sprawą baśni literackich i dopiero one oraz nieliczne nawiązania do stricte ludowych, tradycyjnych form narracyjnych (np. współczesna bajka E. Ostrowskiej O Bartku doktorze) podtrzymywały wiarę w to, że… dzieciom trzeba mówić prawdę. I że można robić to bez epatowania okrucieństwem i naturalizmem, zaś skazywanie je na wieczne getto baśniowych dobrodziejstw, wcale nie pozwoli dorosnąć, kalecząc niejako „przy okazji” psychikę i wrażliwość.
Śledząc współczesny rynek czytelniczy dla dzieci i młodzieży, widać, że -mimo upływu czasu i powstania nowych, światłych koncepcji pedagogicznych- nadal odmawia się młodemu czytelnikowi pełnego uczestnictwa w życiu i kulturze, zmuszając go do przyjęcia wizji świata zaproponowanej przez dorosłych opiekunów, twórców, czy wychowawców. A przecież każdy na własną rękę odkrywa, że dojrzewanie i inicjacja w dorosłe życie, rządzą się zupełnie innymi prawami, niż świat bezpiecznego dzieciństwa i te odkrycia zadają fałsz wizji świata lansowanej na użytek dzieci i młodzieży przez dorosłych. Ten rodzaj cenzury, mającej na celu chronić wrażliwość młodego odbiorcy za wszelką cenę, w rzeczywistości pozbawia go możliwości mówienia własnym językiem o sprawach częstokroć bardzo trudnych, które jednakże dotyczą każdego życia i każdego człowieka.
Na szczęście, w ramach tzw. „literatury dla dzieci i młodzieży” zawsze pojawiały się utwory niezwykłe, przekraczające wszelkie konwencje, zarówno tworzenia, jak i mówienia o sprawach trudnych w literaturze dla ludzi niedorosłych (np. przywoływany wcześniej casus bajki E. Ostrowskiej O Bartku doktorze). Niektóre z tych tytułów są już nieco zapomniane, inne – nadal biją rekordy popularności, a wszystkie łączy jedna, szczególna wspólna cecha- ich pojawieniu się zawsze towarzyszy napięcie, niepewność i zagubienie za strony dorosłych.
Śledząc proces recepcji tych utworów, można zauważyć, iż najwięcej kontrowersji wzbudza sposób przedstawiania we współczesnej literaturze dla dzieci i młodzieży wątków oraz tematów związanych ze śmiercią, cierpieniem lub ciężką chorobą. To jednak, co tak bardzo szokuje dorosłych czytelników, nie musi przerażać czytelników młodych, a nawet bardzo młodych, gdyż (jak potwierdzają to liczne badania psychologiczne) już nawet bardzo małe dzieci 3, 4-letnie przyjmują do wiadomości fakt istnienia śmierci, choroby i cierpienia w życiu, zarówno w ich biologicznym, jak i duchowym wymiarze. Rozumieją też zmiany, jakie wiążą się z przeżywaniem tych stanów, o czym świadczyć może chociażby akceptacja tych zjawisk w baśniach przez ich najmłodszych czytelników.
Książką, która dość nieoczekiwanie uruchomiła szczerą i otwartą polemikę wokół tematów tabu w literaturze dla dzieci i młodzieży – był w Polsce Zwierzoczłekoupiór Tadeusza Konwickiego, odczytany przez większość i młodych, i dojrzałych czytelników jako opowieść o niemożności pogodzenia przedwczesnej wiedzy z naturalnymi stanami dzieciństwa: niewinnością, zaufaniem, wolnością.
Wątki te, obecne przecież w polskiej literaturze dla dzieci i młodzieży od zawsze, choć w sposób niepełny, szczątkowy, po ukazaniu się pierwszego wydania Zwierzoczłekoupiora w 1969, zaczęły nagle być przypominane i uwspółcześniane w ramach nowoczesnej refleksji pedagogicznej. Jednocześnie, uświadomiono sobie również istnienie niezwykle ważnych zjawisk w literaturze światowej, zainicjowanych we Francji w ramach tzw. pedagogiki śmierci, o których do tej pory w Polsce raczej niewiele się mówiło.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, że książka Konwickiego wpisuje się do końca w ten właśnie nurt problematyki. Jednakże specyficzne potraktowanie tematu śmierci i umierania przez autora w Zwierzoczłekoupiorze, zahacza o etykę, filozofię, religię i przekracza znacznie dotychczasowe konwencje sztuki pisarskiej dla młodzieży. Niewiele jest utworów w sposób tak otwarty dotykających samego rdzenia naszego życia, dlatego też tak trudny i nieprzewidywalny jest proces ich recepcji czytelniczej.
Upraszczając nieco tę problematykę można stwierdzić, że książki naprawdę wybitne (a do nich bez wątpienia zalicza się Zwierzoczłekoupiór) a priori zakładają różne style lektury i różne poziomy literackiego dyskursu, co może świadczyć przede wszystkim o tym, że są to utwory na tyle pojemne, by pomieścić potrzeby i wymagania zarówno dorosłego, jak i młodego, poszukującego dopiero czytelnika.
Wskazując jednak na tego ostatniego, otwieramy tym samym problematykę zakresu pojęcia literatury dla dzieci i młodzieży. Literatura ta bowiem musi liczyć się z potrzebami i możliwościami młodego czytelnika, od czego poniekąd, do pewnego stopnia, zwolniona jest literatura dla dorosłych.
Bardzo szerokie, lecz ujmujące istotę zagadnienia, określenie literatury dziecięcej i młodzieżowej przyjmuje, że w skład jej wchodzi to, „co dzieci i młodzież wzięły od dorosłych, co dla nich dorośli stworzyli i co same wymyśliły”.
Definicja ta jest ważna nie tylko ze względu na swoją pojemność znaczeniową, ale, przede wszystkim, z powodu dwóch zasadniczych dla współczesnej literatury dziecięcej i młodzieżowej kryteriów, które uwzględnia: kryterium uniwersalnego adresu autorskiego oraz kryterium akceptacji ze strony odbiorcy. W przypadku wszystkich utworów, które w jakiś sposób naruszają różnego rodzaju kulturowe i obyczajowe tabu, to drugie kryterium zdaje się odgrywać bardzo ważną rolę. Trudna problematyka pewnych utworów, jak również motywy i wątki w nich zawarte, są dla młodego czytelnika prawdziwym wyzwaniem, wytrącają go bowiem skutecznie z jego czytelniczych przyzwyczajeń i tylko od jego postawy czytelniczej -biernej lub czynnej: poszukującej i przeżywającej- zależeć będzie, czy dana książka zyska w czytelniczym kręgu stosowny dla siebie oddźwięk.
Powyższa definicja literatury dla ludzi niedorosłych autorstwa J. Cieślikowskiego, zakłada jednak swobodę wyboru ze strony młodego czytelnika i -tym samym- niejako dopuszczenie go do głównego nurtu wartości filozoficznych, kulturowych i religijnych. Niestety, tocząca się od lat na kartach literatury dla dzieci i młodzieży wojna między „artyzmem i dydaktyzmem”, która skutecznie już zainfekowała całą powstającą w obrębie tej literatury twórczość, skutecznie ogranicza swobodę tego wyboru. Jest to kwestia niezwykle istotna w przypadku książek, które w sposób prekursorski, przynajmniej dla literatury polskiej, wprowadzają młodego czytelnika w tematykę objętą tak silnym tabu kulturowym, jak tematyka związana z problemem śmierci, choroby, cierpienia i umierania. Niewiele jest bowiem w całej literaturze polskiej utworów, które poruszałyby tą problematykę w sposób „ogólnoludzki”, bez np. wartościowania patriotyczno-ojczyźnianego – tak jak to najczęściej do tej pory, w sposób usankcjonowany tradycją i obyczajem, miało miejsce w polskiej literaturze dla dzieci i młodzieży. Pomijając zatem prawa i obowiązki przynależne i właściwe literaturze dla dzieci i młodzieży w ogóle, funkcję wychowawczą takich mocno sproblematyzowanych i trudnych utworów trzeba rozumieć specyficznie, w takim sensie w jakim mówimy o wychowawczej, poznawczej roli całej literatury. Z uwzględnieniem jednak prekursorskiego charakteru tych książek, których tematyka i problematyka rzeczywiście mogą być prawdziwym wstrząsem dla młodego czytelnika – na co, jako pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, wielokrotnie zwracało uwagę wielu wybitnych krytyków literackich, psychologów i pedagogów.
Te obawy i niepokoje dorosłych czytelników, pomimo iż nie pojawiły się bez powodu, są jednocześnie dowodem na to, że literatura dla dzieci i młodzieży zawsze wiodła pełen ograniczeń byt. Od początku swojego istnienia była bowiem skazana na swoistą wtórność, wobec bardziej uniwersalnej i „mądrzejszej” literatury „dorosłej”. To literatura „dorosła” dyktowała literaturze dziecięcej i młodzieżowej obszary jej egzystencji i tradycja ta utrzymuje się właściwie do dzisiaj. Jakkolwiek, począwszy od pierwszego wydania Zwierzoczłekoupiora na rynku czytelniczym, pojawiły się pewne, ostrożne symptomy zmian, do których bez wątpienia przyczyniła się burzliwa polemika wokół trudnych tematów poruszanych w tej niezwykłej książce.
Problematyka, która zaczęła pojawiać się w następnych -ukazujących się już po wydaniu Zwiarzoczłekoupiora- utworach (a do nich zaliczyć należy ze strony polskiej literatury takie książki jak np.: powieść M. Bielickiego Gdzie jesteś, Małgorzato?, Zostanę z wami Sołonowicz-Olbrychskiej, Żołnierze i żołnierzyki Anny Kamieńskiej, czy Statki, które mijają się nocą i Wstęga pawilonu Zofii Chądzyńskiej, a także przywoływaną już wcześniej bajkę E. Ostrowskiej O Bartku doktorze) nie została podporządkowana potrzebom, czy ograniczonym (np. z braku odpowiedniego doświadczenia) możliwościom percepcyjnym młodego adresata, ale poprzez sam fakt swojego istnienia zmuszała młodego czytelnika do konfrontacji własnych wyobrażeń o świecie i otaczającej go rzeczywistości, a więc pozwalała na uzewnętrznienie wartości i możliwości tkwiących w jego własnej osobie. Dzięki swoistości świata wartości etycznych, jakie niesie ze sobą problematyka zawarta w tych (i im podobnych) książkach, powieści te nadal znajdują się niejako w awangardzie wychowawczego procesu, poruszają bowiem tematy, które wciąż jeszcze nie zostały w pełni zwerbalizowane przez refleksję pedagogiczną. Nie zadecydował o tym jednak –jak się wydaje- ani zamysł autorski ani wewnętrzna przestrzeń utworu. Sprawiło to odczytanie tekstu przez pośredników i samych odbiorców. Oczywiście istotne znaczenie miała tutaj autorska hipoteza odbiorcy, która w dużej mierze kształtuje strukturę utworu i organizuje materiał znaczeniowy, jednak dopiero odczytanie –jednostkowe i społeczne- w punkcie łączącym trzy zasadnicze dla recepcji każdego utworu literackiego elementy: odbiorcę wirtualnego, do którego zwraca się pisarz, samo dzieło oraz sposób jego odczytania, sprawiło, że książki te zyskały specyficzne przesłanie. W przypadku zaś wyraźnego podwójnego adresu czytelniczego (tak jak to ma miejsce np. w Zwierzoczłekoupiorze), w zależności od tego, ku któremu biegunowi czytelniczej refleksji zostanie zwrócony nurt lektury: dorosłej, czy młodzieżowej, wizja świata zawarta w książce różnić się będzie jedynie stopniem sproblematyzowania. I to jest podstawowy wyróżnik dotyczący dwóch stylów lektury: „dziecięcej” i „dorosłej”, który jest zawarty w całej twórczości literackiej. Nowatorstwo zaś polegałoby tu przede wszystkim na kultywowaniu przez pisarza form i wartości już w kulturze obecnych, a ich umiejętnym modyfikowaniu w taki sposób, by adres czytelniczy pozostał w miarę szeroko otwarty.
Do tego właśnie ideału – stworzenia w miarę szerokiego adresu czytelniczego- zdaje się dążyć większość autorów współczesnych baśni literackich, choć technicznie kwestia ta jest traktowana przez większość krytyków literackich dość nieufnie. Baśnie literackie stanowią (na mocy tradycji) znaczną część utworów skierowanych pod adresem młodego czytelnika. Praktykowana od wielu pokoleń metoda inicjacji dzieci i młodzieży w dorosłe pojmowanie spraw i ludzi odbywała się bowiem najczęściej w wielu społecznościach i kulturach właśnie poprzez baśń, czyli bajkę magiczną..
Przyczyną problemów z ustaleniem dokładnego adresu czytelniczego współczesnych baśni literackich jest przede wszystkim niejednoznaczność tego typu literatury, ich metaforyczność (w przeciwieństwie np. do bajek magicznych, które trzeba rozumieć dosłownie). Tę wieloznaczność baśni literackiej Stefania Wortman nazywa „wielowarstwowością”, nadając jej tym samym specyficzne znaczenie i wartość, sprzyjające lekturze tych utworów właśnie przez młodego i niedoświadczonego czytelnika.
Krystyna Kuliczkowska i Stefania Wortman (które w swoich rozważaniach opierały się na pracach Makarenki i Proppa) wskazały jednoznacznie na przygodę jako jeden z najistotniejszych elementów utworu fantastycznego przeznaczonego dla młodszego czytelnika, przybliżający mu wymowę i przesłanie danego utworu. Według autorek, jego znaczenie nie musi aktualizować się, w danym momencie lektury, nie jest jednak obojętne dla przyszłych samodzielnych i dojrzałych odczytań.
Większość współczesnych baśni literackich rzeczywiście zawiera w swojej strukturze wyraźnie zarysowany wątek przygodowy, choć niekiedy (tak jak np. w Zwierzoczłekoupiorze oraz Tam i z powrotem Z. Batki) stanowi on raczej pretekst do parodystycznego ujęcia owej przygody w ramach baśniowej konwencji, niż do wykorzystania go na wzór typowy dla literatury dziecięcej i młodzieżowej.
Widać jednak wyraźnie, ze nawet w tych utworach, w których opisywana problematyka czasami znacznie przekracza dotychczasowe doświadczenia młodego czytelnika, wątek przygodowy, którym posłużył się (świadomie lub nie) autor, obok uatrakcyjnienia schematu fabularnego, służy także (jeśli nie przede wszystkim) zaangażowaniu uczuć, refleksji i emocji młodego czytelnika. Ten odbiorca koncentruje bowiem uwagę przede wszystkim na płytszych warstwach tekstu, związanych z fabułą i przygodowością, przy czym –jak dowodzą badania Marii Tyszkowej- obcowanie młodego czytelnika z utworami o pogłębionej strukturze nie pozostaje bez wpływu na intuicyjne ogarnięcie obszarów czy problemów jeszcze odbiorcy nie znanych, obcych mu.
To właśnie zdaje się sugerować wieloznaczna, metaforyczna struktura większości współczesnych baśni literackich: M. Ende Momo, Z. Batki Tam i z powrotem, T. Konwickiego Zwierzoczłekoupióra, A. Lindgren Braci Lwie Serce, C.S.Lewisa Opowieści z Narni, D. Terakowskiej Tam, gdzie spadają Anioły, J. Carolla Kości księżyca, Dziecka na niebie, J. Gaardera W zwierciadle, niejasno i in.
Młodemu czytelnikowi w obcowaniu z tymi, czasami bardzo trudnymi w odbiorze, bo wielopoziomowymi znaczeniowo, tekstami z pewnością pomaga fakt, że dzięki sugestywnemu, barwnemu i pełnemu napięć wątkowi przygodowemu, mamy tu również do czynienia ze zjawiskiem, które opisuje Tzvetan Todorow (traktując je jako jeden z podstawowych wyróżników literatury fantastycznej), a mianowicie ze zjawiskiem zespolenia się czytelnika ze światem postaci. Czynnikiem powodującym to zjawisko jest tu świadomość czytelnika, że zarówno on, jak i bohater nie są do końca pewni, czy zjawiska przedstawione są naturalne, czy nadprzyrodzone. Są więc na równych prawach, biorąc za punkt odniesienia ogólnie wszystkim dostępną rzeczywistość.
Wszelka komunikacja literacka jako taka jest zawsze grą z podziałem na role (szczegółowo opisał to zjawisko H. Weinrich w artykule pt. „O historii literatury z perspektywy czytelnika”). W przypadku jednak książek wielopoziomowych znaczeniowo, opisujących trudną, skomplikowaną problematykę, stopień świadomości czytelniczej odbiorcy zdeterminuje jego uczestnictwo w tej grze. Nie dyskwalifikuje to jednak czytelnika młodego, niedoświadczonego i niewtajemniczonego jeszcze w różne arkana życiowej sztuki. To, bowiem, co dla młodego czytelnika będzie przy lekturze żywiołem emocji (wątek fantastyczny, przygodowy i miłosny), dla czytelnika dojrzałego może być kolejną próbą realizacji przez autora tematu poszukiwania własnego miejsca na ziemi. Toteż bez trudu zauważy on np. wątki autotematyczne i filozoficzno-refleksyjne, które nie pozostaną jednakże zupełnie ukryte przed czytelnikiem młodym lub „niewtajemniczonym” – zgodnie z teorią M. Tyszkowej ( i in.) będą one zasygnalizowane w procesie czytelniczej interpretacji tekstu literackiego, nawet w sposób nie do końca przez młodego czytelnika uświadomiony, jednakże nie pozostający bez wpływu na jego przyszłe lektury..
W tym miejscu należy jednak zastanowić się do jakiego stopnia metafora, aluzja i niedomówienie, głęboko wnikające w problemy filozoficzne, obecne na różnych poziomach interpretacji w wielowarstwowej strukturze takich „trudnych” utworów, tworzą (z różnych względów) barierę niemożliwą do pokonania przez młodego –przede wszystkim- czytelnika.
Krystyna Kuliczkowska pisze, że w Zwierzoczłekoupiorze koszmar, który przeżywa chore dziecko jest naznaczony tak silnym piętnem tragizmu, iż „tutaj właśnie przebiega granica fantastyki, którą chcemy udostępniać dzieciom, granica tragizmu, koszmaru, beznadziejności, tego wszystkiego, przed czym staje bezradna dziecięca wrażliwość”.
Chodzi tu oczywiście o to, że bohater powieści ponosi klęskę w obydwu światach –i tym realnym, i tym zmyślonym przez siebie- a cała opowieść okazuje się historią wymyśloną przez chorego na białaczkę chłopca, który nie widzi już dla siebie ratunku. Taka postawa może rzeczywiście przerazić młodego, niedoświadczonego czytelnika. Ale jednocześnie w tym samym artykule autorka pisze o istniejącym we Francji kierunku zwanym „pedagogiką śmierci”, którego zadaniem jest oswajanie dzieci z takimi trudnymi tematami za pomocą sztuki.
Nie należy więc uciekać w stronę łatwych uogólnień i stwierdzeń, że ze względu na tragiczną wymowę i nierozwiązywalny konflikt emocjonalny, który przeżywa główny bohater Zwierzoczłekoupiora, czy książki E. E. Schmitta pt. Oskar i pani Róża, są to utwory przeznaczoną wyłącznie dla czytelnika dojrzałego emocjonalnie. Może to właśnie dzięki takiej, a nie innej interpretacji życia w tych utworach, młody czytelnik nawiąże najbardziej istotne kontakty ze światem, zrozumie czym w istocie jest tolerancja, współczucie i zrozumienie.
Bez wątpienia większość tzw. „trudnych” (bo wyłamujących się z zastanych konwencji pisarskich i czytelniczych) utworów dla ludzi niedorosłych, jest adresowana do czytelnika z wyostrzonym poczuciem humoru, poważnego, mądrego i wrażliwego. W przeciwnym wypadku nie zauważy on całej tej zabawy literackiej, wokół której często rozgrywa się akcja powieści (np. Tam i z powrotem Z. Batki), lub w którą uwikłana jest persona głównego bohatera (Zwierzoczłekoupiór T. Konwickiego). Musi to być również czytelnik, który zna, lub potrafi zrozumieć, głęboki lęk i niepokój, gdyż tylko w ten sposób pojmie ową metafizykę dzieciństwa i nie tylko dzieciństwa, o której w tych utworach mowa. Z drugiej zaś strony, dzięki problematyce i sposobowi w jaki funkcjonują np. w Zwierzoczłekoupiorze, Momo, Braciach Lwie Serce tematy tak trudne dla młodego czytelnika, jak choroba, śmierć, cierpienie, osamotnienie, i in. – książki te (i im podobne) przezwyciężają zastałe konwencje, do których zdążył się już – głównie dzięki mediom- przyzwyczaić nawet bardzo młody czytelnik. Takie utwory zmuszają go do sięgnięcia wyżej, do wejścia w świat „na wyrost”, poszerzając, tym samym, jego skalę wrażliwości, wiedzę o świecie i sobie samym. I z tego względu są niezwykle cenną pozycją w kanonie lektur każdego -nie tylko młodego, poszukującego dopiero- czytelnika. Dla niego książki te mogą być jednakże czymś znacznie więcej, niż zwykłą lekturą – mogą być czymś w rodzaju pomostu między własną dziecięcą bezradnością, naiwnością, ignorancją, a dojrzałą potrzebą zrozumienia, odkrycia, sprawdzenia.
Ten proces inicjacji, bo o nim głównie w większości współczesnych utworów dla młodzieży mowa, w zasadzie jest ukazany we wszystkich baśniach w podobny sposób (a za ich przykładem także we współczesnych „ksiażkach-powieściach inicjacyjnych”). Bohaterowie, aby osiągnąć cel muszą przechodzić przez różnorodne próby, czasami popełniają błędy, korzystają z pomocy bliskich osób, magicznych pomocników i czarodziejskich przedmiotów. Według psychoanalityków ta baśniowa podróż, pełna niebezpieczeństw i kolejnych prób, jakim poddawany jest bohater – w pełni odzwierciedla proces dojrzewania. Popełnianie błędów i korzystanie z pomocy, których doświadcza baśniowy bohater jest zaś częścią ludzkiego życia, częścią procesu rozwoju każdego z nas
Ta rozgrywka o własną duchowość, o człowieka wewnętrznego jest jednym z odwiecznych tematów powieściowych i to nie tylko w obrębie prozy analitycznej, introspekcyjnej, lecz również w powieści fantastycznej, czy właśnie w baśni. Jest to jeszcze jeden poziom inicjacji w życie, który młody czytelnik odnajduje najpierw w literaturze, by następnie –już odpowiednio przygotowany- nie dać się zaskoczyć wymaganiami, jakie stawia nam prawdziwe życie i ofiarami, które musimy ponieść w walce o zachowanie własnej wewnętrznej integracji. Literatura dziecięca czytana w tej perspektywie staje się rzeczywiście terenem problematyki inicjacyjnej, przy interpretacji której największe i najpełniejsze zastosowanie znajduje Jungowska metoda psychoanalityczna oparta na istnieniu archetypów i symboli. Baśń (będąca matrycą powieści inicjacyjnej)- podobnie jak mit- jest „nośnikiem” owych archetypów i symboli, których poznanie i zrozumienie bardzo ułatwia prawidłowy rozwój. Ponadto, jedną z cech konstytutywnych baśni, jest takie ukształtowanie przedstawionego świata, by główny bohater musiał ,,przekroczyć granice” własnej egzystencji, wiedzy o sobie i otaczającym go świecie. Te sytuacje graniczne, takie jak np. śmierć, choroba, cierpienie własne i najbliższych, pozwalają –według Junga- wyłaniać się archetypom na różnych poziomach naszej świadomości. Ma to oczywiście bardzo wyraźny i ścisły związek z procesem samopoznania, bez którego nie miałaby sensu cała idea przemian głównego bohatera zakodowana w schemacie kompozycyjnym baśni. Według zaś Jungowskiej psychoanalizy tylko przyjrzenie się sobie poprzez znaki, archetypy oraz symbole stwarza możliwość identyfikacji i rozpoznania własnych uczuć, emocji, marzeń i potrzeb.
Potwierdzeniem tych założeń stały się słowa B. Bettelheima, który swoje wieloletnie doświadczenia związane z wykorzystaniem baśni w terapii chorych dzieci, podsumował następująco: ,,Baśń to elementarz, z którego dziecko uczy się czytać we własnym umyśle, elementarz pisany w języku obrazów. Jest to jedyny język, dzięki któremu możemy zrozumieć siebie i innych zanim dojrzejemy intelektualnie.”
W ten sposób spotkanie z baśnią pozwala dziecku poznawać pewne prawdy o nim samym. Może się z nich dowiedzieć uniwersalnych prawd o życiu w sposób niejako skrótowy, syntetyczny. Baśń towarzyszy młodemu człowiekowi w jego dziecięcym świecie, a gdy przychodzi pora – łagodnie wyprowadza go z niego i prowadzi w świat realny. To dzięki baśniom, człowiek potrafi przez całe życie zachować pamięć swoich dziecięcych marzeń i odczuć, które mogą służyć mu jako drogowskazy w dorosłym życiu. W ten sposób, dzięki pierwszym lekturom zapamiętanym z dzieciństwa, podstawowe potrzeby psychiczne, których zaspokojenie pomagało nam prawidłowo rozwijać się i dojrzewać, nabierają dodatkowego znaczenia w dorosłym życiu, gdy przyglądamy się im już z zupełnie innej perspektywy. Dlatego krytyka archetypowa za cel główny stawia sobie odkrywanie paralelnych związków między naszymi zachowaniami i potrzebami psychicznymi w dzieciństwie, a literackimi obrazami, które te potrzeby i zachowania stymulowały. Za punkt wyjścia przyjmuje się tu możliwości percepcyjne odbiorcy w różnych okresach jego psychicznego rozwoju. Jedną z najczęściej stosowanych przez krytykę archetypową metod analizy sposobów dziecięcej percepcji baśni jest badanie procesu utożsamienia, identyfikacji dziecka z głównym bohaterem. Jest to według krytyki archetypowej bardzo ważny proces, gdyż spotkanie z bohaterem literackim, z jakim dziecko się utożsamia jest jednocześnie momentem spotkania z własnym bohaterem wewnętrznym, którego wizerunek każdy z nas, począwszy od dzieciństwa, przez całe życie nosi w sobie. Spotkania z archetypami, z ulubionymi bohaterami naszych lektur w różnych okresach naszego życia, są więc dla nas czymś w rodzaju „tworzenia duszy”.
Optymistyczny wariant rozwoju zaproponowany przez psychologów archetypowych (uważających, że archetypy służą przede wszystkim rozwijaniu pozytywnych aspektów naszej psychiki), okazuje się niewystarczający w przypadku umierającego dziecka (a jest nim zarówno Piotr ze Zwierzoczłekoupiora, Oskar z powieści Schmitta, jak i Cecylia z książki Gaardera), które bez pomocy dorosłych samo przemierza drogę, jaka –w innym przypadku- zajęłaby mu prawdopodobnie całe życie. Stąd bolesność i niepewność odkrywanych przez Piotra, Oskara i Cecylię tajemnic dotyczących ich własnej psychiki, rodzinnej przeszłości, wyborów, którymi kierujemy się w życiu i tego wszystkiego, co składa się na naszą zwykłą ludzką egzystencję – jej jawnego i ukrytego wymiaru. Nawet Ariel-anioł, który przychodzi pocieszyć i przygotować do opuszczenia tego świata umierającą bohaterkę z powieści Gaardera- Cecylię, nie jest do końca przekonany, że wszystko w boskim dziele stworzenia jest nieskończenie doskonałe, skoro małe bezgrzeszne dzieci umierają, zanim dowiedziały się czym właściwie mogłoby być ich życie… Lektura W zwierciadle, niejasno nie udziela na te wątpliwości i pytania żadnej możliwej do zaakceptowania i zrozumienia odpowiedzi. Ten trudny moment, do którego czytelnik w końcu musi dotrzeć podczas lektury książki Gaardera, jest jednak odbiciem prawdziwego kryzysu i przełomu, jaki dokonuje się w każdej ciężko chorej osobie. Przejmującym świadectwem takich zmagań z chorobą jest książka Kena Wilbera pt. Śmiertelni nieśmiertelni, poświecona pamięci swojej, zmarłej na raka, żony- Tracy. Obie powieści (mimo zasadniczych różnic: jedna z książek jest baśnią, druga – fragmentami autobiograficznych wspomnień) łączy kilka, bardzo ważnych z punktu widzenia tych rozważań, podobieństwo: mimo przejmującej historii, jaka opowiadają, obu autorom udało się ukazać wzruszający opis rodziny, która z całą cierpliwością, oddaniem i miłością stara się odprowadzić swoich bliskich do granicy życia. Słowa, gesty i obrazy, jakie w obydwu tych, tak wydawałoby się różnych, książkach pojawiają obok siebie – są do siebie niezwykle podobne, jak gdyby potwierdzając podświadome przeczucie towarzyszące czytelnikowi podczas lektury, że w rzeczywistości wszystkich nas w ten sam sposób łączy ze sobą współczucie i współodczuwanie, które nie są ograniczone czasem, ani przestrzenią. Nie jest to łatwe pocieszenie po stracie ukochanej osoby, lecz świadomość, że nasza miłość i oddanie może stworzyć nieskończoną miłość, dla której śmierć nie jest żadną przeszkodą, dodała otuchy i Kenowi Wilberowi i -być może- niektórym czytelnikom powieści Gaardera. Niezwykłym, wydaje się w świetle tej trudnej problematyki fakt, że obydwaj autorzy -zarówno Wilber, jak i Gaarder- są filozofami, obydwaj tez traktują pewne sfery życia człowieka jako sacrum; śmierć jest tu ukazana jako doświadczenie wręcz mistyczne, wtajemniczenie, które my, żyjący, musimy nauczyć się odpowiednio traktować i szanować, by móc żyć i rozwijać się dalej.
W świetle badań psychologii archetypowej postać głównego bohatera Zwierzoczłekoupiora, Oskara i pani Róży, czy W zwierciadle, niejasno raczej nie ma szans stać się w procesie czytelniczej recepcji kimś w rodzaju bohatera wewnętrznego, w znaczeniu, jaki nadały tej figurze literackiej odkrycia postjungowskich teoretyków. To raczej ktoś, kto sam poszukuje swojego bohatera wewnętrznego i w ten sposób dociera do różnych poziomów wiedzy o sobie, wiedzy – nie zawsze do końca uświadomionej. Śmierć, choroba mogą ten proces tylko przerwać, trudno zaś powiedzieć, czy mają one – tak jak tego chcą zwolennicy teorii Junga- rzeczywiście wpływ na intensyfikację procesu wewnętrznej integracji i indywiduacji (książki Wilbera i Schmitta potwierdzają tę teorię). Być może jednak takie traumatyczne doświadczenia stanowią na tyle nieprzekraczalną granicę w przypadku ludzi nieprzygotowanych do takiej podróży w głąb siebie pod presją śmierci, czy choroby, że niweczą wszelkie starania, próby ocalenia innych uczuć prócz bólu i cierpienia…
Przykład Piotra i Cecylii, pośrednio, jest dowodem na słuszność tej argumentacji. W przypadku osób zdrowych przewodnictwo literackich bohaterów wydaje się być wystarczające; jeśli jednak mamy do czynienia z rzeczywistością cierpiącego człowieka, niezbędna staje się pomoc kogoś, kto taką drogę samopoznania ma już -na pewnych, bardziej zaawansowanych poziomach doświadczania tej wiedzy- jak gdyby za sobą i w ten właśnie sposób dostępną i ciągle aktualizowaną. Nie bez powodu więc terapeutami najwyższej rangi zostają tacy ludzie jak Wojciech Eichelberger, Zbigniew Miłuński, Tana Jakubowicz-Mount i nie bez powodu oni, jako nieliczni, zajmują się przywracaniem porządku w duszach ludzi skazanych na tak skrajne doświadczenia, jak niespodziewana śmierć, choroba, nagła strata, czy osamotnienie. Wiele wypowiedzi terapeutów pomagających ludziom terminalnie chorym wskazuje na to, iż ofiarna pomoc doświadczonego człowieka pozwala choremu ocalić ludzką pamięć, godność i –co najważniejsze- uzyskać trwałą pewność, że każdy moment jest dobry do osiągnięcia przemiany, do wejścia na drogę dojrzałości duchowej, bez której człowiek nie jest bezradny i osamotniony w swoich poczynaniach.
Ten rodzaj duchowej dojrzałości osiągnął, dzięki mądrej i ofiarnej pomocy pani Róży, 10-letni Oskar. Chory, osamotniony w swoim cierpieniu Piotr nie miał takiej szansy, mimo że poprzez własne doświadczenie choroby znalazł dojrzałość i dystans, niezbędne, by podejmować świadome próby odszukania własnej tożsamości we wszystkim, co nam się przydarza. Nie do końca przygotowana na Spotkanie z Tajemnicą odchodzi chyba również Cecylia, mimo obecności anielskiego pomocnika.
Podobnie bolesną i samotną inicjację w dojrzałe pojmowanie spraw tego świata przechodzą bohaterowie książek Korczaka (por. Kajtuś czarodziej i Król Maciuś Pierwszy), który na ich przykładzie udowadniał, że niewinność, mądrość, doskonałość nie są dziecku przyrodzone, jak sądzili romantycy. Poznanie i zrozumienie otaczającego świata nie jest bowiem owocem nadprzyrodzonej łaski, ale ma bardzo często postać bolesnego i oczyszczającego wysiłku samopoznania. W ten sposób jeszcze raz zyskujemy zaprzeczenie optymistycznej, budującej wersji wewnętrznego rozwoju, którą „ku pokrzepieniu dusz i serc” lansuje C. S. Pearson, jako przedstawicielka współczesnej psychologii archetypowej. Ta droga nie zawsze jest szczęśliwa i bezpieczna. Z drugiej strony, człowiek tak naprawdę nie ma wyjścia i musi podjąć to wyzwanie, by odnaleźć sens i kształt swojego życia. Los większości postaci literackich (nawet tych, których życie kończy tragiczna śmierć lub ciężka choroba) – potwierdza tą prawidłowość i w tym sensie mogą oni rzeczywiście być (mimo tragedii, jaka ich spotyka) kimś w rodzaju naszych wewnętrznych bohaterów, czyli kimś z kim możemy się utożsamiać i współprzeżywać; kimś, kto będzie potwierdzał nasze własne doświadczenia i przeczucie, że przed nam wędrowało już wielu i odkrywało to, co teraz my musimy nazwać własnymi słowami.
Jednym z poziomów takiej duchowej inicjacji, jest odkrycie w sobie –oprócz nieskończonych pokładów współczucia i dobra- również istnienia zła. Może ono zaatakować w każdym momencie naszego życia, szczególnie wtedy gdy jesteśmy słabi, gdy cierpimy i chorujemy. Doświadcza tego zarówno Oskar, Piotr, jak i Cecylia, udowadniając jednak jednocześnie swoją historią, że każdy z nas musi samodzielnie zdobyć się na świadomy wysiłek zintegrowania pozytywnych i negatywnych aspektów naszej osobowości, gdyż tylko to umożliwia autentyczne poznanie własnych możliwości i potrzeb, a więc odnalezienie właściwego klucza do swojego wnętrza.
Nieprzypadkowo chyba, prawie wszystkie ważne utwory z kręgu literatury adresowanej do ludzi niedorosłych oraz problemy, z którymi zmagają się w nich młodzi, niedoświadczeni bohaterowie, po kolei przełamują różnorodne tabu, jakich znaczenie w literaturze dla młodzieży było dotychczas zwyczajnie bagatelizowane i umniejszane na rzecz tworzenia „hipernormalnych” i całkowicie aseksualnych „pozytywnych wzorów osobowych”…
Tymczasem już B Bettelheim -prekursor terapii baśnią- twierdził, że baśnie w swoim skomplikowanym systemie symbolicznym pomagają dziecku m.in. odkryć najpierw i przede wszystkim tajemnicę własnej płci i seksualności. Poczucie własnej płci to, bowiem według Bettelheima, sfera życia człowieka, w której stykają się dwa źródła podstawowych impulsów napędowych naszego działania: podświadomości (jako źródła impulsów popędowych) i nadświadomości (jako sfery pragnień i doświadczeń duchowych).
Współczesne baśnie literackie również wykazują obecność tej sfery naszego życia, ujętą tu zwykle (znów na mocy tradycji) w symboliczne treści. Takie ujęcie tematu pozwala bowiem m.in. na bezkolizyjny przekaz kulturowy w ramach tzw. „literatury inicjacyjnej”.
W Oskarze i pani Róży bohatera fascynuje niezwykła, chorobliwa i bajkowa zarazem, uroda małej, milczącej i kruchej pacjentki -Peggy Blue (na skutek choroby jej skóra ma błękitny odcień), którą zdobywa w wyniku rywalizacji z innym chłopcem i symbolicznie pojmuje za żonę. Przeżywają razem część wspólnego życia (liczonego według czasu Oskara). Wzajemnej dziecięcej fascynacji odmiennością drugiej płci, towarzyszą dorosłe plany na przyszłość. Miłosną idyllę przerywa powrót do zdrowia Peggy Blue i jej zniknięcie – powrót do normalnego, pozaszpitalnego życia. Na szczęście, pani Róża -archetypiczna Stara i Mądra Kobieta – dopełnienie znikającego aspektu kobiecości z życia Oskara, łagodzi tą stratę swoją mądrością, współczuciem, wiedzą i zrozumieniem, których na próżno mały Oskar szukał u przerażonej jego nieuleczalna chorobą i wycofującej się matki. W ten sposób opowieść o różnych rodzajach miłości staje się dla czytelnika pełna i zrozumiała.
Walka o kruchą i bezbronną Animę jest również obecna w Zwierzoczłekoupiorze, dzięki wprowadzeniu postaci Ewuni, ukazanej zresztą w podwójnym obrazie kobiecości – również jako ta mroczna, niepewna, podświadoma część naszej seksualności. To o nią Piotr walczy z Cieniem -Troipem.
Drugie odkrycie własnej seksualności dokonuje się u bohatera za sprawą wprowadzenia w „realnym planie” powieści postaci Majki – koleżanki zdrowego Piotra. W tym przypadku rozpatrywanie wzajemnych kontaktów między tą dwójką nie znajduje wykładnika w postaci Jungowskiej psychoanalizy, chodzi tu raczej o odczucia związane z doświadczaniem własnej płciowości, czyli o uczucia, których –będąc rzeczywiście zdrowym- Piotr doświadczałby realnie, a nie tylko „wyobrażając” je sobie. Są to typowe dla wieku dojrzewania uczucia związane z postrzeganiem własnej i przeciwnej płci, z jej identyfikacją i akceptacją: fascynacja, zazdrość, chęć współzawodnictwa i zdominowania rywali, potrzeba bliskości, próby nawiązania intymnego kontaktu… Poprzez układ relacji między trójką tych bohaterów nawet bardzo młody czytelnik jest w stanie spostrzec, że wzajemne spotkania i poszukiwania mężczyzn i kobiet są w rzeczywistości źródłem nieskończonej różnorodności doświadczania własnego człowieczeństwa.
W tym miejscu trzeba by zwrócić szczególną uwagę na bardzo ciekawe – z punktu widzenia baśniowej symboliki, odczytywanej za pomocą klucza interpretacyjnego Jungowskiej psychoanalizy- wprowadzenie w Zwierzoczłekoupiorze postaci psa Sebastiana, który (jak gdyby w zastępstwie Piotra) jest prawdziwym i wiernym adoratorem Ewuni. Łączy go z nią jakaś tajemnicza historia, której wytłumaczenia należałoby chyba szukać w jego przeszłych wcieleniach, co sam zresztą sugeruje. Jest to bardzo delikatna aluzja do baśni o małżonkach i narzeczonych zamienionych w zwierzęta, które ukazują trudne doświadczenia przemiany dziecinnej, niedojrzałej postawy wobec własnej płciowości i seksualności. W Zwierzoczłekoupiorze przemiana taka nie może nastąpić, gdyż dalszy rozwój bohatera uniemożliwia choroba, jednak najważniejszym tropem, wprowadzonym dzięki temu wątkowi, jest to, że chodzi tu nie tylko o świadomą manifestację potrzeb swojej własnej płci w duchu freudowsko-jungowskiej psychoanalizy, lecz również, -co jest celem finalnym większości baśni- o próbę wzajemnego odnalezienia się mężczyzny i kobiety, czyli połączenie, które jest celem samym w sobie i jest zarazem odnalezieniem własnej duszy i własnego losu – wtedy dopiero w bajkowym królestwie może zapanować pokój. Jednak w większości współczesnych bajek brakuje tego szczęśliwego momentu odnalezienia i -tak jak we współczesnym, pogmatwanym życiu- nie zawsze wszystkie miłosne spotkania kończą się tu happy-end`em. I to jest jedna z okrutniejszych prawd, do odkrycia której zostaje dopuszczony młody czytelnik poprzez współczesne utwory literackie.
To prawda, ze w tej współczesnej literaturze inicjacyjnej nie brak tematów trudnych i smutnych, nie niosących pocieszenia, czy optymistycznej wizji świata. I choć jest to najczęstszym zarzutem stawianym pod adresem tego rodzaju literatury przez pedagogów i krytyków literackich, to nie do końca krytyka ta znajduje swoje uzasadnienie. Trzeba bowiem pamiętać, że -w przeciwieństwie do większości twórczości dla dzieci i młodzieży- literatura ta nie ma charakteru moralizatorskiego, ani dydaktycznego, bo od początku –i z założenia- chce pokazywać, a nie – pouczać jak żyć. To tak naprawdę przez wieki było siłą napędową baśni, z której współczesne koncepcje edukacyjno-wychowawcze uczyniły ślepe narzędzie dydaktyki. Dlatego, jak słusznie zauważają niektórzy literaturoznawcy, literatura ta stoi jakby na wyższym szczeblu rozwoju w ewolucyjnym ciągu rozwoju literatury dla dzieci i młodzieży. Jej głównym motywem i wyznacznikiem (podobnie jak w baśni) jest motyw podróży, w czasie której może się dokonać spotkanie z Nieznanym (pomniejsze motywy to np. przeżycie fascynującej przygody, zdobycie wzajemnej miłości, itp). To mityczne spotkanie z Nieznanym staje się próbą sił bohatera, z którym identyfikuje się dorastający czytelnik. W przypadku Zwierzoczłekoupiora Nieznanym są skrajne doświadczenia egzystencjalne związane z ciężką chorobą, śmiercią i cierpieniem oraz próba oswojenia ich, nazwania i zrozumienia przez umierające dziecko. W Oskarze i pani Róży Nieznanym jest nie tylko Śmierć, lecz także Bóg, co do którego mały, inteligentnie złośliwy 10-letni sceptyk stracił już zaufanie… W tym sensie książki te, i im podobne, mają charakter inicjacyjny w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, odnoszący się nie tylko do jej bohaterów, ale w dużo większym stopniu inicjacja ta dotyczy młodych czytelników książki. Jest to inicjacja w jakąś niezwykłą duchowość. Być może -jak pisze o tym M. Błażejewski- o charakterze ekumenicznym, ponadreligijnym. Sens i znaczenie takich utworów, problematyka związana ze śmiercią i umieraniem, którą poruszają, sprawiają, że stają się one bez wątpienia pozycją bardzo ważną, wyjątkową dla każdego czytelnika, bez względu na jego wiek i doświadczenie.
Wspominane wcześniej wątpliwości związane z określeniem stosownego adresu czytelniczego niektórych współczesnych utworów, szczególnie tych poruszających tematy objęte silnym kulturowym i obyczajowym tabu – są związane przede wszystkim ze zmianą języka i sposobu argumentacji, którymi najczęściej posługiwała się literatura wyraźnie adresowana do czytelnika niedorosłego.
Wcześniejsze próby – podejmowane przez autorów różnej narodowości- wprowadzania jakiejkolwiek trudnej problematyki do literatury dla dzieci i młodzieży odznaczały się zwykle dużym stopniem metaforyzacji i uwikłania w baśniową symbolikę, która jakby odbierała dosłowność, prawdziwość i autentyczność tych przeżyć, szczególnie dziecięcym bohaterom literackim. W tym sensie utwory te były odczytywane w procesie czytelniczej recepcji jedynie jako książki mówiące o uniwersalności praw rządzących życiem i śmiercią, stanowiących fundament dobra i zła w wymiarze ludzkiej egzystencji, itp… Dotyczy to szczególnie takich utworów, jak Mały Książę Saint-Exupery`ego, Mała Syrenka Andersena, a nawet Bracia Lwie Serce Lindgren. Ważny był jednak każdy przejaw podejmowanych prób ze strony autorów, pragnących w jakikolwiek sposób otworzyć młodych czytelników na problematykę związaną z tymi trudnymi tematami.
Niemniej jednak w dalszym ciągu, przemiany które dokonują się we współczesnych utworach literackich, szczególnie tych, które trudną problematykę starają się przybliżyć wyraźnie młodemu, niedorosłemu czytelnikowi – nie zostały jeszcze zwerbalizowane w pełni przez refleksję pedagogiczną, toteż utwory tego typu nadal wzbudzają wiele pytań i kontrowersji. Choć już sam fakt pojawienia się na współczesnym rynku czytelniczym dla dzieci i młodzieży utworów mówiących otwarcie o różnych, czasem bolesnych i trudnych stronach ludzkiego życia, powinien być odczytany jako zaproszenie czytelnika niedorosłego do uczestnictwa we wspólnym (a nie jak było do tej pory – bezpiecznie i naiwnie oddzielnym, dziecięcym) świecie.
Jest to fakt o przełomowym zaznaczeniu, dla pisarstwa z kręgu literatury dla ludzi niedorosłych, gdyż unikanie tematów „trudnych” w tej literaturze, był do tej pory niejako tradycyjnym sposobem traktowania młodego czytelnika ze strony dorosłych twórców. W ten sposób – szczególnie w twórczości przeznaczonej dla młodszych dzieci- zaczął dominować nurt, który można by – dla ułatwienia- nazwać „modelem świata rodem z „Disneylandu” i który -de facto- sprawił, że dzieci wyrastają w atmosferze emocjonalnej pustki, blichtru i chwilowej przyjemności. Dzieci wychowywane w ten sposób, gdy znajdują się w sytuacji trudnej, wymagającej samodzielnej oceny i decyzji, co do wyboru działania – nie potrafią reagować właściwie, wykazują małą odporność psychiczną na stres, a co najważniejsze – często nie potrafią zrozumieć i nazwać swoich rzeczywistych uczuć, co skazuje je na dalsze pogrążanie się w emocjonalnym chaosie i bezwładzie. Wskazują na to najnowsze badania psychologiczne , choć przecież bardzo dobitnie mówił już o tym prekursor psychoterapii baśnią – Bruno Bettelheim. Bettelheim wskazywał przy tym, że nie każda książka ma taką samą użyteczność w wychowaniu. „Elementarze, z których dziecko uczy się czytać w przedszkolu, a potem w szkole, mają jedynie na celu rozwijanie technicznej sprawności w oderwaniu od treści. Przeważająca cześć literatury dziecięcej stara się albo bawić, albo pouczać, albo łączyć naukę z zabawą. Lecz większość z tych książek ma treść tak płytką, że nie wnoszą one nic istotnego. (…) Największą wadą wspomnianych książek jest to, że okradają dziecko z tych wartości, jakie powinno dostarczać mu obcowanie z literaturą, które umożliwiają mu wgląd w głębsze znaczenie życia i w sprawy, które są dla dziecka najważniejsze.”
W Polsce podobną refleksję pedagogiczną można odnaleźć w książkach i pismach Janusza Korczaka. Korczak jako pierwszy z pisarzy polskich przełamał tabu mówienia o dziecku źle i mówienia dziecku o złych rzeczach, które – de facto- istnieją w świecie. Wynikało to z przekonania, że antysentymentalizm (czyli odwrotny kierunek myśli wychowawczej, niż ten, w duchu którego do tej pory wychowywano dzieci) może być warunkiem współczucia. Korczak uznał, że świadomość istnienia zła w naturze i otoczeniu człowieka, którą powinno się stopniowo odkrywać przed dzieckiem, wcale nie musi prowadzić do pesymizmu. Tylko dzięki prawdziwej, pełnej wiedzy o otaczającym nas świecie możemy odkryć w sobie dobroć i szczerość i próbować dać im szansę zaistnieć w naszym życiu. To właśnie w Kajtusiu czarodzieju padają znamienne słowa, że zwycięstwo nad śmiercią możliwe jest jedynie na drodze współczucia i ofiary.
Na tym właśnie polega optymizm książek Korczaka i innych, które mimo poruszania tematów trudnych, mimo mówienia o złych miejscach w duszy człowieka – niosą jednocześnie pocieszenie w postaci zrozumienia tych spraw, pokrzepiającej pewności, że człowiek ma obowiązek zwalczyć ból i strach przed śmiercią w sobie. Bohaterowie książek Korczaka docierają do tego miejsca za pomocą magii lub mistycyzmu (podobne próby oswojenia lęku przed śmiercią podejmuje bohater Zwierzoczłekoupiora oraz Oskara i pani Róży – jest to jedna z zasadniczych cech, łączących wszystkie te i im podobne książki powstające przecież w różnych okresach czasu).
W ten właśnie sposób – poprzez mówienie dzieciom i młodzieży prawdy o otaczającym nas świecie – najpełniej można wyrazić swój szacunek do nich i nie dopuszczać do obniżenia wartości ich świata.
Problem ten dotyczy szczególnie młodych ludzi, w życiu których kończy się w pewnym momencie epoka uproszczeń – jaką jest dzieciństwo i kiedy zaczyna się odczuwać i rozumieć głębszy wymiar swojej egzystencji, świadomie szuka się potwierdzenia sensu, celu i sposobu swojego istnienia w świecie i pośród ludzi. Dlatego młodym ludziom tak bardzo potrzebne są książki takich autorów jak Terakowska, Chądzyńska, Musierowicz, Tryzna, Gaarder, Schmitt, w których nie unika się i –przede wszystkim- nie upraszcza istnienia wokół nas spraw trudnych, a w szczególności nie pomija ich znaczenia i wpływu na życie młodych ludzi.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy zasadne jest (jak tego domagają się niektórzy zaniepokojeni pedagodzy, literaturoznawcy i psychologowie) ustalenie dopuszczalnych granic, w których trudną tematykę można będzie przedstawiać w sposób bezpieczny dla wrażliwości młodego odbiorcy, nie wzbudzający jego sprzeciwu i oporu. Już przy pierwszych recenzjach Braci Lwie Serce padały pytania o sens i sposób takiego traumatyzującego uświadamiania dzieci. Z drugiej strony, należało by się dokładniej zastanowić, jaki sens i znaczenie ma wojna o ochronę wrażliwości dzieci przez pozbawianie ich wglądu w rzeczywisty obraz świata. Być może bardziej zasadne byłyby w tym miejscu pytania o sposoby, za pomocą których takie trudne treści mogłyby trafiać do młodego czytelnika w sposób bezpieczny dla jego wrażliwości i psychiki.
Sposoby takie od dawna bowiem istnieją i są wykorzystywane w biblioterapii, która broni pomysłu wprowadzania młodego czytelnika w trudną tematykę – ze względu chociażby na prawidłowy rozwój jego zdolności empatycznych, umiejętność współczucia i rozumienia różnorodności otaczającego nas świata, co skutecznie potwierdza biblioterapeutyczna praktyka. Jedną z takich metod jest utożsamienie, identyfikowanie się z głównym bohaterem. Ewa Tomasik w swojej książce pt. Czytelnictwo i biblioterapia w pedagogice specjalnej podkreśla bardzo wyraźnie wszystkie korzyści, które można osiągnąć dzięki zastosowaniu tej metody nie tylko w celach terapeutycznych sensu stricte: „(…) przeżycie antycypacyjne za pomocą lektury nie kosztuje tak wiele, jak przeżycie rzeczywiste i –przede wszystkim- jak gdyby przygotowuje do przeżycia rzeczywistego.” Dzięki procesowi utożsamienia (które może tu być tożsame z omawianym wcześniej – procesem poszukiwania wewnętrznego bohatera), identyfikacji, wykorzystywanym w literackiej grze z czytelnikiem – podnosi się u czytelnika próg tolerancji wobec zjawisk wcześniej trudnych do zaakceptowania (co pozwala również w sposób „pełny” antycypować cierpienie) i dzięki temu właśnie proces utożsamienia –traktowany w sposób poważny przez krytyków i literaturoznawców – mógłby znaleźć w pełni uzasadnione zastosowanie w literaturze dla dzieci i młodzieży, jako jeden ze sposobów mówienia młodemu czytelnikowi o świecie, który nie zawsze jest bezpiecznym i w przyjaznym miejscem, tak jak o tym usiłują nas przekonać disneyowskie bajki.
W „prawdziwym” życiu nie sposób przecież uniknąć bólu i cierpienia, o czym młody człowiek ma prawo dowiedzieć się wcześniej, by w pełni umieć zaakceptować ten fakt, jako rzeczywisty, istniejący.
Takie podejście nie kłóci się, wbrew pozorom, z ochroną podstawowych, prymarnych dla prawidłowego rozwoju dziecka, uczuć takich jak poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, itp. Współczesna psychologia opowiada się bowiem za stanowiskiem, iż lęk jest również jednym z podstawowych, fundamentalnych i bardzo ważnych uczuć stymulujących i napędzających aparat życiowy każdego człowieka. Ta współczesna refleksja psychologiczna rozpatrywana jest na wielu poziomach, jeden z nich upatruje w lęku przed śmiercią większości wszelkich ludzkich zachowań i potrzeb.
Prymat nauk psychologicznych w badaniu złożonej natury lęków, które odczuwamy, bez należytej podbudowy filozoficznej, etycznej, kulturowej, psychoanalitycznej i –last but not least- fizjologicznej, nadaje temu problemowi nieco uproszczoną postać, pokutującą w powszechnej świadomości i sprowadza najważniejsze problemy dręczące ludzkość od kolebki do rangi gusła, zabobonu. Rozumując w taki właśnie -ogólnie przyjęty- uproszczony sposób, czytelnikowi może być trudno na podstawowym, najniższym, niewtajemniczonym poziomie interpretacji Zwierzoczłekoupiora zrozumieć, że kluczowy problem powieści Konwickiego, z którym próbuje uporać się dziesięciolatek, nadmiernie eksploatujący przy tym swoją podświadomość i fantazję – jest tak naprawdę kluczowym problemem naszej cywilizacji, noszącym wspólną zbiorczą nazwę naszego strachu: „choroby cywilizacyjne”, choć tak naprawdę każdy nazywa go tak jak chce, umie i potrzebuje. Nazwa „zwiezo-człeko-upiór” nie jest nazwą tak wyszukaną, jak „dystonia neuro verepatativa”, „bulimia”, „anorexia nervosa”, czy wiele innych postaci, pod którymi ukrywa się ten sam ludzki lęk, przerażenie i niepewność.
Nie od rzeczy będzie zwrócić w tym właśnie miejscu uwagę na fakt, że nazwa własna użyta w tytule powieści Konwickiego – „zwierzoczłekoupiór” bardzo dobrze podkreśla również to, o czym większość filozofów mówiła już dawno, a z czym tak niechętnie i dopiero w ostateczności jesteśmy w stanie się pogodzić. Chodzi tu mianowicie o ten aspekt naszej psychiki, który w sytuacjach granicznych przejawia się jako odruch instynktowny, atawizm, pozostałość po naszych zwierzęcych przodkach. J. Delumeaux podkreślał tą niewątpliwą wspólnotę odczuć świata ludzkiego i zwierzęcego, badając złożoną historię i strukturę uczucia lęku z punktu widzenia kulturoznawczego, jednak mimo tych wszystkich niepodważalnych argumentów– człowiek z trudem godzi się na zaakceptowanie zwierzęcej cząstki własnej natury, choć od zawsze mówiły o tym baśnie, mity, pieśni, wszelkie „rit de pasages” i obrzędy szamanów. Nadal więc potwierdzenie tej wspólnoty świata zwierzęcego i człowieczego odnajdujemy w nielicznych tylko pracach naukowych, za to wprost i otwarcie mówią o tym książki takie, jak Zwierzoczłekoupiór, który już w tytule niesie ukrytą cząstkę tajemnicy tego, co w nas mroczne, niechciane, dalekie od naszego uładzonego, ułożonego, czystego i wzniosłego wizerunku. Takie właśnie utwory w sposób bardziej bezpośredni, bardziej dosłowny, niż baśnie, mity i podania uświadamiają nam, że w badaniach, dociekaniach nad duchowością człowieka, jej ukrytych i tajemniczych aspektów nie można abstrahować od jej rozlicznych powiązań z naturą, chociażby poprzez ciało, poprzez zmysłowość, seksualność, ból, cierpienie, pragnienie, dzieciństwo, umieranie…Właśnie te nieuchwytne i skrajne doświadczenia życia dzielimy – wbrew Kartezjuszowi- wraz ze zwierzętami. Trudno uciec od tej prawdy, skoro dostarcza nam jej każda dziedzina naszego ludzkiego życia i każdy nasz krok. Dlaczego więc miałaby z niej zostać wyabstrahowana literatura przeznaczona dla ludzi niedorosłych?
Jedynym warunkiem, który rzeczywiście musi być spełniony, by lektura każdej „trudnej” powieści nie była niechcianym, niezamierzonym wstrząsem dla młodego czytelnika jest posiadanie przez niego pewnego rodzaju określonej wrażliwości, otwartości i -przede wszystkim- chęci zrozumienia. Autorka tej hipotezy, Ewa Tomasik- podkreśla również fakt, że każde czytelnictwo ma – mniej lub bardziej- charakter terapeutyczny, chociażby ze względu na to że jest „pożądanym działaniem człowieka”. Zwolennicy takich teorii wychodzą z założenia, że terapia lekturą jest bez wątpienia próbą udowodnienia ścisłej współzależności między procesami somatycznymi i psychicznymi.
Wszystkie pytania o znaczenie i wpływ lektur na życie młodego człowieka sprowadzają się więc w zasadzie do pytań o to, czy młody czytelnik ma już na tyle mocny i stabilny własny system wartości, stanowiącego skuteczny rodzaj „filtru osobowościowego”, dzięki któremu proces wymiany miedzy nim -jako odbiorcą, a postacią bohatera mógłby zachodzić w sposób bezinwazyjny. W ten sposób młody czytelnik mógłby pokusić się o interpretację istoty danego konfliktu, czy tragicznej sytuacji głównego bohatera w utworze na miarę swoich sił, potrzeb i możliwości. Faktem jednak pozostaje, że w tym przypadku czasami tylko mądre przewodnictwo dorosłego może dokonać cudu pogłębienia tego zrozumienia. I to jest właśnie moment, o którym pisał W. Grajewski w swoim artykule, nazywając go spontanicznie „czuwającym dorosłym”. Tą cząstkę psychiki nosi w sobie oczywiście każdy człowiek, ale im większe doświadczenie, tym bardziej wykształca się zmysł krytyczny i instynkt samozachowawczy naszego „czuwającego dorosłego”. Jest to ten rodzaj wtajemniczenia, którego od dorosłych oczekują dzieci również na poziomie lektury.
Szczególną, wdzięczną formą literacką ukazującą tą zależność – jest baśń. Na jej specyficzne właściwości, pozwalające łączyć za pomocą wspólnego klucza na różnych poziomach interpretacyjnych świat dzieciństwa i dorosłości, stan zdrowia i choroby, lęku i bezpieczeństwa, zagadki, tajemnicy, napięcia ze spokojem, szczęściem i pewnością – zwrócili jako pierwsi uwagę Freud i Jung. Szczególnie cenna z perspektywy czasu wydaje się tu być Freudowska analiza dziecięcej nerwicy, która pokazuje w jaki sposób tekst baśni dostarcza dziecku surowca do „pracy snu”. Baśń jest w tej pracy materiałem, którym psychika dziecka zdaje się dysponować w sposób całkowicie dowolny, co przejawia się chociażby w kondensacji motywów baśniowych i elementów wziętych z samodzielnej obserwacji.
Kontynuacją tych poglądów były badania podjęte na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy to wspólne miejsce świata dorosłych i dzieci odnaleziono na powrót w baśni, dzięki psychologii głębi. Wtedy też coraz częściej zaczęto zwracać uwagę na wychowawczo-terapeutyczne funkcje baśni. Zgodzono się, że ważna jest zarówno interpretacja psychologiczna, jak i literaturoznawcza. Baśnie podobnie jak mit otwierają bowiem „tysiące bram na świat”, ale pamiętać należy, że istnieje również tysiące bram do ich zrozumienia.
W. Grajewski -w cytowanym już tutaj tekście- pisze o tym zjawisku w sposób następujący: „Akceptacja jakiejś baśni przez dziecko jest ważnym komunikatem dla opiekuna tego dziecka, często komunikatem intencjonalnym – apelem o pomoc, ostrzeżeniem, wyrazem pragnienia samodzielności”. Dzięki takiemu stosunkowi do lektury nawet we współczesnej dydaktyce zostają spełnione postulaty głoszone już od czasów Rousseau, że dziecko powinno samodzielnie odkrywać podstawowe wartości. Nawet, jeżeli miałoby to zmienić, dotychczas przez nie akceptowany, spójny obraz świata. Tylko w ten sposób będzie mogła zaistnieć podstawowa funkcja pedagogiczna, terapeutyczna i -jednocześnie- wychowawcza każdej książki w wymiarze jednostkowego czytelnika, w świecie którego – jak chce tego współczesna myśl literaturoznawcza- książka ta jest faktem, który zmienia go w określony sposób. Najlepiej w taki, który prowadzi do zrozumienia, refleksji i umiejętności współczucia.
Jeśli nie zdążymy się tego nauczyć jako dzieci, będąc już nawet dorosłymi baśnie stwarzają nam drugą taką szansę, szansę zdobycia w e w n ę t r z n e j w o l n o ś c i (w znaczeniu Jungowskim). Mówiąc bowiem o dziecięcym adresacie bajek, nie można zapominać, że zawsze w podtekście twórcy tego hasła odwołują się do adresata dorosłego, czyli świadomie przywołują motyw przemiany w dziecko – rozwoju na opak. Wynika to ze świadomości istnienia dziecka w każdym z dorosłych ludzi. Odkrycie tego stanu, poznanie go, zrozumienie i zaakceptowanie – to próg do przekroczenia własnej zależności i niewiedzy. Jest to nasza jedyna do tej pory skuteczna broń w walce ze śmiercią i lękiem przed nią. Aby ją zdobyć trzeba jednak na nowo, jeszcze raz, świadomie przeżyć własne dzieciństwo, rozszyfrować je i zrozumieć jego tajemnice. Język baśni jest jedną z takich możliwości. Od nas samych zależy, czy w należytym stopniu ją wykorzystamy, by rozumieć, wiedzieć, widzieć i czuć więcej. Dużo więcej, niż obiecują książkowe kursy domowej jogi, czy korespondencyjna metoda odkrywania przyszłości poprzez naukę stawiania kart tarota. Nie ma takich tajemnic, których nie znałby świat baśni, nie ma takich grzechów, których nie potrafiłby w nas odczarować. Nie powinny też istnieć bariery wiekowe, które uniemożliwiały by nam wędrówkę po baśniowych i nie-baśniowych krainach. Nawet, jeśli czai się w nich lęk i cierpienie, nie ma spokoju i bezpieczeństwa, nawet, jeśli wszystko jest nie tym, czym się pozornie wydaje. Nawet jeśli baśń dla dzieci nagle okazuje się poważną książką dla dorosłych, w której wiele cierpienia i bólu. Nawet, gdy ta sama książka pod pozorem opowiedzenia pewnej fantastycznej przygody nagle wciągnie nas-dorosłych w zapomniane, po dziecięcemu naiwne rejony pamięci i snów, o których dawno zapomnieliśmy. Nic nie jest trudne, wszystko jest możliwe. Wystarczy tylko być uważnym i pragnąć zrozumieć więcej.
Pozornie, powyższe słowa mogą wydawać się zbyt optymistycznym przesłaniem, i nie pasować zupełnie do powieściowego świata Zwierzoczłekoupiora, czy W zwierciadle, niejasno. Tutaj bowiem, nawet tam, gdzie baśń powinna jasno ustawiać drogowskazy -. działania bohaterów okazują się nieskuteczne i chaotyczne, a ich zagadkowe losy nie zostają do końca wyjaśnione. Dlatego też powieści te zdają się wyrażać postawę szczególnie dramatyczną – odbierają bowiem nawet dziecięcą wiarę w dobry świat, w którym mogą wprawdzie zdarzać się nieszczęścia, ale ostatecznie zawsze zwyciężają dobro i sprawiedliwość. Tu natomiast bohaterowie zostają naprawdę i ostatecznie wygnani z jedynej dostępnej każdemu człowiekowi, najlepszej i najbezpieczniejszej Arkadii – dziecięcej i baśniowej. Ta okrutna diagnoza, którą stawiają światu współcześni filozofowie i pisarze zdaje się być potwierdzeniem kondycji psychicznej współczesnego człowieka, w życiu którego wszystko zdaje się być chaotyczne i przypadkowe. Tym samym jednak, w tych właśnie książkach, na pograniczu baśni i mitu, zostaje rzucone owemu współczesnemu człowiekowi wyzwanie, które musi podjąć, aby, w obliczu nawet największej katastrofy, uratować z wszechogarniającego nas chaosu i przypadkowości własną duchowość i porządek. W tym sensie działania bohaterów obu powieści, mimo ciążącego na nich piętna tragizmu, stają się heroiczną walką o poszukiwanie owej duchowości i porządku.
Jeśli więc tylko wrażliwość potencjalnego młodego czytelnika nie została jeszcze stępiona przez życie wypełnione codzienną rutyną, gonitwą za rzeczami i pieniędzmi – ukryty przekaz o odwiecznej, często beznadziejnej walce o własną duchowość we współczesnym świecie, zdoła poruszyć serce i umysł owego czytelnika. Przecież tajemnica życia i śmierci w jednakowym stopniu przenika całą naszą egzystencję, bez względu na wiek, wiedzę, doświadczenie, rasę, kulturę, etc… Wiedzieli o tym autorzy takich książek jak: Mały Książę, Bracia Lwie Serce, czy Mała Syrenka – oni to bowiem otworzyli młodemu czytelnikowi oczy na sprawy, których istnienia w swoim, po dziecięcemu bezpiecznym, świecie, nawet nie podejrzewał. I dobrze, że inicjacja ta może odbywać się za sprawą lektury, bowiem konfrontacja wiedzy i doświadczenia w życiu każdego człowieka jest nieunikniona, jeśli więc odkrycie duchowości, obarczonej bez naszej winy śladem śmierci i cierpienia, odbywa się najpierw na poziomie refleksji, to w ten sposób utworzone zostaną pierwsze matryce pojęć oraz znaków pozwalających zrozumieć i –choćby na trochę- okiełznać świat. Jeśli tak się rzeczywiście dzieje, to spełnia się kryterium pozytywnej oceny wartości tych „trudnych” książek. Kryteria estetyczne i formalne, właściwe przy ocenianiu literatury, nie znajdują tu bowiem pełnego zastosowania. Prawdziwą wartością owych utworów pozostaje fakt, iż pomagają one człowiekowi w jego „wewnętrznej podróży” przez życie, a tym samym nieuchronnie, choć o tym mówimy niechętnie, po cichu i na pewno nie dzieciom – przez życie ku śmierci. Większość ambitnych, mądrych książek dla dzieci zdaje się potwierdzać tą diagnozę – że tylko wysiłek, który podejmujemy w nierównej walce z przeciwnościami losu, który wkładamy w próby poznania i zrozumienia tajemnicy życia; wysiłek, który w rzeczywistości przed niczym nas nie uchroni, a da nam tylko wątłą nadzieję na ślad zrozumienia sensu podejmowanych przez nas działań – on tak naprawdę jest miarą naszego człowieczeństwa.
Prawdziwa wolność i mądrość polega bowiem nie na budowaniu życia według własnego widzimisię, lecz na podejmowaniu wyzwań i przekraczaniu tego, co nas krępuje i ogranicza. „Choroba jest faktem, nie karą” -tłumaczy w książce E.E Schmitta pani Róża Oskarowi Bohater książki E.E Smitcha przeżywa -za sprawą swojej wyobraźni- 100 lat swojego życia w ciągu dziesięciu dni. Poprzez wędrówkę w świat wspomnień, główny bohater Tam i z powrotem odsłania różne meandry naszej ludzkiej egzystencji. Obydwaj odkrywają w różny sposób te same podstawowe prawdy o ludzkim życiu: o tym, czym ono w rzeczywistości jest, o tym, czym chcielibyśmy, żeby było i o tym, czym mogłoby się stać naprawdę, gdybyśmy nie marnowali czasu, siły i energii na strach i chęć bycia kimś innym.
Większości ludzi najtrudniej jednak pogodzić się ze zmarnowanymi i niewykorzystanymi szansami. W historii chorych na białaczkę chłopców – Piotra i Oskara pojawia się taki właśnie moment. Są przecież tylko dziećmi, ale wiedza o sobie i świecie, choć nie zawsze w pełni uświadomiona, jaką już dysponują – jest ogromna. Godne pozazdroszczenia jest to, że do tej wiedzy dochodzą w sposób intuicyjny, nie – poprzez doświadczenie. Dzięki niej udręka sennych koszmarów i lęku przed śmiercią zyskuje ludzki, pełen godności wymiar. Bo w obu przypadkach te ciężko chore dzieci potrafią jeszcze dostrzec coś więcej, niż tylko swój lęk i poczucie niespełnienia. A to wymaga wielkiej wrażliwości i uwagi, na które niewielu ludzi jest naprawdę stać. Dlatego, choć nie do końca wiadomo, jest nadzieja, iż nie odejdą stąd z sercem przepełnionym goryczą, bo jeśli nawet nie do końca zrozumieli, to przecież, poczuli w jakiś niepojęty dla zwykłego zjadacza chleba, sens swojego zwątpienia i tego, co im się przydarza.
Bohaterowie wielu współczesnych powieści inicjacyjnych dla młodzieży doświadczają różnych wymiarów naszej ludzkiej egzystencji i dochodzą w końcu do kluczowego momentu, który grozi pobłądzeniem i utratą wiary. Każdy z nas jest tak naprawdę w tym właśnie momencie, mamy tylko trochę więcej czasu. Od nas samych zależy, czy spróbujemy poznać drogę po której idziemy, zrozumieć sens i charakter czyhających na niej niebezpieczeństw.
Trudna kwestia w jaki sposób mówić o tym wszystkim ciężko chorym dzieciom i czy w ogóle należy mówić im o śmierci, cierpieniu i umieraniu w kontekście ich własnych przeżyć – pozostaje nadal kwestią otwartą i skierowaną w stronę najwyższej klasy psychoterapeutów, dysponujących nie tylko wiedzą i doświadczeniem, ale także odwagą i wrażliwością, które pozwolą tym dzieciom wydobyć się z lęku i cierpienia i ujrzeć własną historię w zupełnie innym świetle, wymiarze, który być może pozwoli im uwierzyć w coś lepszego, niż bezsilne pocieszenia. Bo to jest chyba najważniejsze dla każdego człowieka – wiara, że jego życie, cierpienie, umieranie ma sens i trudno nazwać tę wiarę naiwną, skoro tak naprawdę uczymy się jej przez całe życie.

REKLAMA